Lament grafomana (po korekcie)

Wielkieś mi uczyniła pustki w moim dziele,
tymi swymi poprawki, zniszczenia aniele.
Ileż wyjątkowego geniuszu tam było,
przez durną gramatykę tak wiele ubyło.
Wymierzyłaś mi w serce sto morderczych grotów,
bezduszny interpunkcji stróżu bez polotu.
Ogród cudnych porównań teraz pustką zieje,
zdeptałaś wszystkie moje onomatopeje.
Nie szczędziłaś jednego nawet z epitetów,
spłynęły jak ta woda, co spływa z klozetu.
Zniszczył puryzm końcówek wersety natchnione,
leżą muzy ciężarem trybów przywalone.
Już nie spiż, już nie grzmoty zaklęte w atrament,
tylko zgliszcza, ruiny, płacz tylko i lament.

Co za dzikie zwyczaje, co za dzika dusza,
by się śmielić i dzieło poprawiać geniusza?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz